Rose - nostalgia
cd.Małżeństwo
Wyglądaliśmy na bardzo zakochanych. Przez pierwsze 2 lata mój mąż można powiedzieć,że nosił mnie na rękach, gdy wracał z pracy przynosił mi zawsze kwiaty. Było naprawdę cudownie, myślałam,że mi się udało. Pomyliłam się. Dorobiliśmy się własnego mieszkania,mebli i potem wszystko szlak trafił. Po 2-óch latach coś zaczęło zgrzytać,myślę,że duża rolę odegrali jego rodzice.Zaszłam w ciąże z Marcinem. Potrafili do niego powiedzieć,że ja mu dzieci nie urodzę bo nie chodzę do kościoła. Urodziłam nawet dwoje. Jak urodziłam to powiedzieli,że to pewnie nie jego i przez takie głupie teksty dużo się zmieniło.Kiedy urodziłam Marcina już odebrałam pierwsze sygnały,że coś nie tak a tak się cieszył,że jestem w ciąży. Nie wiem jak rodzice na niego wpłynęli ale ostatnie trzy lata przeżyłam piekło na ziemi.Nie mogłam wyjść na ulicę,krzyczał,ze ze wszystkimi się pieprzę po drodze. Z biegiem czasu stawało się co raz gorzej. Wykańczał mnie psychicznie. Potrafił całe mieszkanie otoczyć nitkami bym nie mogła nawet wyjść do łazienki a i to mówił,że daję przez dziurkę od klucza. Gdy wychodził do pracy zamykał mnie z dziećmi na kłódkę,jedzenie też miałam wydzielane. To się nagle zrobił człowiek nie do poznania.A jego rodzice jeszcze mu przyklaskiwali.Kiedyś poprosiłam 'Zbyszek kup mi kawę",powiedział, że k.... wolałby kupić niż mnie. Tak przeżyłam kilka lat. Miałam sąsiadkę ,starszą osobę ona wiedziała co się dzieje.Któregoś dnia wszystko razem się zbiegło. On wyszedł, zamknął mnie a mój syn dostał wysokiej gorączki i do tego bezdech.Musiałam sama go ratować, byłam zamknięta. Boże co ja wtedy przeżyłam. Patrzałam na moje dziecko i zastanawiałam się jaki mu zgotowałam los.Przykre wspomnienia.I wtedy kiedy już pogodziłam się z tym, że nie mam szans zapukała sąsiadka jak anioł stróż. Zaczęłam krzyczeć,żeby coś zrobiła. Jej mąż otworzył drzwi. wezwał pogotowie.Dziwna rzecz,że nie podeszłam do okna, nie wołałam pomocy. Jak to człowiek nie myśli racjonalnie w takich sytuacjach. Ja tylko płakałam żeby moje dziecko żyło. Tego dna coś we mnie pękło. Wrócił z pracy, zdziwiony, że drzwi otwarte.Nie wiem czy postąpiłam wtedy słusznie ale było mi wszystko jedno. Gdy wrócił tak jak stałam,czyli boso prawie nie ubrana.pora listopadowa. Oznajmiłam że wychodzę,mam dość. Wtedy wziął syna i córkę i otworzył okno, trzymając je za śpiochy poza parapetem i mówił, że je wyrzuci jak wyjdę. Zdjęłam obrączkę wyrzuciłam i wyszłam tak jak stałam boso, bez ubrania i z własnego mieszkania, nie było jego,ja je kupiłam. Pamiętam tylko tyle,że ludzie się za mną oglądali. Nie wiem do tej pory ile trzeba mieć w sobie desperacji,żeby wyjść z własnego mieszkania i zostawić dzieci. wtedy o tym nawet nie myślałam. Przyprowadziła mnie policja i to był koniec naszego małżeństwa. Jejku ciężko mi się to pisało. Reszta innym razem wyrzucę z siebie.
nostalgia 11/11/2008 19:49:26 [komentarzy 0] Komentuj
Malżeństwo
Rozmyślam, czy to wszystko co robiłam w życiu tak musiało się kończyć a właściwie moje małżeństwa. Myślałam, że już powoli zapomniałam , wyleczyłam się ale nie.Wystarczyło spotkać mężczyznę na swojej drodze by wspomnienia wróciły jak bumerang. Moje pierwsze małżeństwo tak zostawiło trwały ślad że już chyba nic po mężczyznach w moim życiu. Szkoda bo myślałam,że to już przeszłość ale jak to mawiał nasz polski poeta...Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko
W dawnej postaci - jednak nie umiera:
Odmienia tylko miejsce, czas, nazwisko
I świeże kształty dla siebie przybiera..."
Wczoraj ktoś się chciał umówić, odmówiłam, to nie pierwszy raz, bo jak pomyślę o przyszłości to boję się, że historia może się powtórzyć a lubi się powtarzać. W końcu przysłowia są mądrością narodu. Swoich mężów poznałam przez biuro matrymonialne, jestem tragicznie nieśmiała w pojedynkę,choć środowisko mnie uznaje za osobę bardzo komunikatywną. To tylko maska dla akceptacji, której nauczyłam się z biegiem lat, by nie być postrzeganym jako dzik. Zbyszek, czy mnie kochał?Nie wiem. Wyglądało na to,że tak. Ja napisałam do biura tylko dlatego, że rodzice się darli, że zostanę starą panną więc było mi wszystko jedno kto. Nie chcieliśmy obydwoje tego ślubu, chcieliśmy najpierw pomieszkać ze sobą ale moja mama zrobiła wszystko by ślub się odbył a znaliśmy się zaledwie 2 miesiące. Jego rodziców nawet nie było na ślubie, w końcu nie taką synową sobie wymarzyli. Dużo przeszłam upokorzeń od nich a byli to ludzie,którzy codziennie chodzili do kościoła. Pamiętam nawet w dzień komunii moich dzieci, tuż po spowiedzi oczywiście ich < ja się nie mogłam spowiadać bo byłam już po rozwodzie z ich synem. Wychodząc z kościoła napluli mi w twarz, za nic. Nie mam nic do ludzi chodzących do kościoła ale jeszcze nigdy niczego dobrego nie zaznałam od takich. Może tak trafiałam, choć w Boga wierzę zawsze jestem jednak zdystansowana trochę do takich osób, to siedzi we mnie, przyjmuję zawsze postawę asekuracyjną,nie ufam.
nostalgia 11/11/2008 17:38:51 [komentarzy 0] Komentuj
>>Lay & html by Mirabell Powered by blog4u <<